Przemoc domowa. RPO przedstawił premierowi propozycje zmian w prawie, by lepiej chronić ofiary, a sprawców edukować

FAKTY: Przemoc domowa dotyka najsłabszych

Wszelkie przejawy przemocy w rodzinie stanowią naruszenie podstawowych praw i wolności człowieka. Dlatego stworzenie efektywnej i kompleksowej strategii państwa dla zapobiegania i zwalczania przemocy domowej powinno być jednym z najważniejszych wyzwań władzy.

Przemoc w rodzinie najczęściej dotyka osoby najsłabsze i te, którym najtrudniej się obronić: kobiety, dzieci lub osoby starsze. Wyjątkowo często jest doświadczeniem osób z niepełnosprawnościami. W 2017 r. policja odnotowała 165 tys. przypadków przemocy w rodzinie, w których krzywdy doznało blisko 93 tys. osób (73% ofiar to kobiety, ponad 14% – dzieci, a 12% – mężczyźni).

 Przemoc stosowana w rodzinie jest formą przemocy wobec kobiet, która wynika z utrwalonego na przestrzeni stuleci nierównego podziału władzy między kobietami a mężczyznami – pisze Rzecznik do premiera Mateusza Morawieckiego. Przemoc domowa jest doświadczeniem co trzeciej kobiety na świecie. 

Mimo wysiłków instytucji państwowych i organizacji pozarządowych problem pozostaje aktualny także w Polsce. Statystyki potwierdzają, że zjawisko to stanowi formę przemocy i dyskryminacji ze względu na płeć – przemoc na tle płciowym stosowana jest bowiem wobec kobiet w przeważającej mierze przez mężczyzn.

Z tego względu Rzecznik z uznaniem przyjął fakt, że w exposé z 12 grudnia 2017 r. premier Mateusz Morawiecki podkreślił konieczność prowadzenia polityki stanowczego sprzeciwu wobec jakichkolwiek przejawów takiej przemocy i pilną potrzebę wprowadzenia głębokich zmian systemu wpierającego osoby krzywdzone przez sprawców.

RPO miał nadzieję, że praca MRPiPS nad nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zakończy się przedstawieniem projektu, który będzie w pełni uwzględniać międzynarodowe standardy ochrony praw człowieka oraz będzie oferować ofiarom realną poprawę ich sytuacji. Tymczasem propozycja zmian przedstawiona pod koniec 2018 r. nie odpowiadała tym oczekiwaniom. W związku z tym niezbędne jest wskazanie zobowiązań i obszarów problemowych, które powinny być wzięte pod uwagę w dalszych pracach właściwych organów.

Skoro prace nad nowelizacją mają być kontynuowane, RPO przedstawił swe postulaty zmian. Celem Rzecznika jest poprawa ochrony osób doświadczającym przemocy w rodzinie.

Cały tekst na stronie https://www.rpo.gov.pl/

oko.press: Jednorazowa przemoc to nie przemoc? Skandaliczny projekt trafił do kosza.

Premier Mateusz Morawiecki osobiście zatrzymał nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Z projektu wynikało m.in., że jednorazowa przemoc to nie przemoc. „Dobrze, że premier się opamiętał, projekt zawierał mnóstwo szkodliwych zapisów” – mówi OKO.press Renata Durda z Niebieskiej Linii. Sylwia Spurek: „System trzeba uszczelnić, ale nie tak”.

Przemoc „domowa”, a nie „w rodzinie”

„Gazeta Wyborcza” poinformowała 2 stycznia, że projekt jest dostępny na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Ale już nie jest. Zniknął. Można go jednak przeczytać na stronie TVN – tutaj.

Projekt zmiany „ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz niektórych innych ustaw” datowany jest na 20 grudnia 2018. Zrobiło się o nim głośno 1 stycznia, gdy zauważył go m.in. Piotr Kupś, autor bloga To Nie Przejdzie. Natychmiast zareagowały organizacje walczące o prawa kobiet.

Nowelizacja zmieniała m.in.:

  • nazwę ustawy – z „ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie” na „ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej”;
  • definicję przemocy – z definicji mówiącej, że przemoc to „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste” wykreślone zostało słowo „jednorazowe”;
  • procedurę zakładania Niebieskiej Karty – wprowadza konieczność uzyskania zgody ofiary na „wszczęcie procedury monitorowania przemocowej rodziny przez policję i pracowników socjalnych”.

Czytaj całość na: www.oko.press

Katz: Przemoc ze względu na płeć jako problem i wyzwanie dla mężczyzn

Jackson Katz

Fragmenty książki „Paradoks macho”.

Mężczyźni, którzy zachowują milczenie wobec przemocy dokonywanej przez innych mężczyzn – niezależnie od tego, czy zachowują to milczenie specjalnie, czy nie – stają się jej współsprawcami. Nasza wina nie polega na tym, że jesteśmy mężczyznami. Jesteśmy odpowiedzialni – dlatego, że jesteśmy mężczyznami – za to, czy zabieramy głos, czy też milczymy w sprawie przemocy, której sprawcami są inni mężczyźni. (…)

Męska przemoc wobec kobiet jest zjawiskiem powszechnym, głęboko zakorzenionym w naszych relacjach osobistych, społecznych i instytucjonalnych. Abyśmy potrafili zrozumieć przemoc i podjąć wspólną pracę nad przeciwdziałaniem jej, najpierw jest nam niezbędna osobista i zbiorowa introspekcja. Dla mężczyzn może to być szczególnie trudne, bowiem to na nich przede wszystkim spoczywa odpowiedzialność za problem, którego są sprawcami lub świadkami(…)

Mężczyźni ze wszystkich grup społecznych już dawno powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za swoją rolę. Obecna sytuacja jest po prostu nie do zaakceptowania. Aby nastąpiła zmiana, konieczne jest, by mężczyźni i kobiety mogli wspólnie pracować nad rozwiązaniem problemu przemocy; odpowiedzialność za to leży przede wszystkim po stronie mężczyzn. W końcu, jeśli chodzi o gwałty, bicie, wykorzystywanie seksualne i molestowanie, sprawcami są przede wszystkim mężczyźni – w każdym razie według tych radykalnych feministek, które przejęły kontrolę nad FBI. Musimy wreszcie rozstać się z koncepcją, zgodnie z którą głośne wypowiadanie powszechnie znanych prawd stanowi atak na mężczyzn. W naszym społeczeństwie mamy potworny problem z przemocą wobec kobiet, przy czym w znacznej większości przypadków sprawcami tej przemocy są właśnie mężczyźni. (…)

Nie chodzi mi o to, aby winić Amerykanów żyjących w XXI wieku za tysiące lat seksizmu i patriarchalnej opresji. Nie ma powodu, by ktoś czuł się winny tylko dlatego, że się urodził mężczyzną. To byłoby głupie. Jeśli ktoś ma się czuć winny, to z powodu tego, co zrobił lub czego zaniedbał, a nie z powodu przypadkowej przynależności do tej lub innej płci. (…)

Niektóre z najwspanialszych rzeczy w historii tego kraju działy się właśnie wówczas, gdy do głosu dochodziło przekonanie, że w walce o równość nie do przecenienia jest rola członków grupy dominującej. Tak było na przykład w ruchu abolicjonistycznym: w wieku XIX wielu białych, niezależnie od tego, czy kierowały nimi pobudki religijne, czy świeckie przekonania, zrozumiało, że o ile nie zaczną działać na rzecz zniesienia „szczególnej instytucji” niewolnictwa, będą odpowiedzialni za jej trwanie. Podobnym typem wrażliwości i odwagi wykazało się wielu radykalnych białych studentów i białych liberałów, którzy w latach 50. i 60. odegrali ważną rolę w ruchu na rzecz praw obywatelskich. Nie przypadkiem wiele z tych osób rasiści oskarżali o uleganie poczuciu winy i akceptowanie „winy białych”.

Moje wieloletnie doświadczenie – a także wiele prób i błędów – nauczyło mnie, że jeśli celem jest inspirowanie mężczyzn, żeby coraz liczniej włączali się w działania na rzecz zmian, nie wystarczy po prostu mówić im, że mają przestać źle postępować. Taki przekaz z pewnością wywoła reakcję obronną. Reakcja obronna stanowi w gruncie rzeczy jedną z najpoważniejszych barier utrudniających angażowanie się mężczyzn w sensowną debatę na temat przemocy ze względu na płeć. Mówiąc wprost, zdumiewająco wielu mężczyzn, którzy sami nie stosują przemocy, nie potrafi słuchać o rzeczach, jakie inni mężczyźni robią kobietom i nie mieć przy tym poczucia, że to ich się tutaj oskarża.(…)

Wiele kobiet (i niektórzy antyseksistowscy działacze płci męskiej) spodziewa się wrogiej reakcji obronnej; dlatego zdarza się, że rozmawiając z mężczyznami na trudne tematy, takie jak gwałt, molestowanie czy przemoc w relacjach intymnych, stosujemy autocenzurę. Kobiety często uznają, że nie warto konfrontować się z mężczyznami, z którymi łączą je zawodowe lub prywatne relacje. Koszt związany ze złym samopoczuciem i napięciem byłby zbyt wysoki. I tak właśnie wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych. Co więcej − ponieważ reakcja obronna kłóci się z krytycznym myśleniem, mnóstwo mężczyzn jak ognia unika tematu płci, władzy i przemocy, choć mogliby odnieść wielkie korzyści, gdyby poczytali i przemyśleli dziesiątki znakomitych akademickich i popularnych opracowań dotyczących tej problematyki. I tak oto wiele rzeczy pozostaje nieprzeczytanych.

Jeśli u mężczyzn pojawia się reakcja obronna, bynajmniej nie musi to znaczyć, że zachowują się irracjonalnie. Niektórzy naprawdę mają na sumieniu jakieś dawne (lub obecne) naganne czyny. Nie ma co owijać w bawełnę: w naszym społeczeństwie żyją miliony mężczyzn, którzy (słusznie) odbierają skierowane do mężczyzn wezwania do przeciwstawienia się przemocy ze względu na płeć jako krytykę odnoszącą się bezpośrednio do ich własnego zachowania. Wielu mężczyzn reaguje wrogo i niechętnie na każdą wzmiankę o przemocy ze względu na płeć, ponieważ ma powody, żeby chcieć się bronić. Jedynym sposobem, żeby nie wywoływać u tych mężczyzn reakcji obronnej, byłoby nigdy nawet nie wspominać przy nich o tym problemie. (…)

My, mężczyźni, którzy prowadzimy dla innych mężczyzn zajęcia na temat przemocy wobec kobiet, na ogół wierzymy, że gdyby tylko więcej facetów wiedziało to, co wiemy my, większość by się przebudziła – tak jak my niegdyś – i coś z tym zrobiła. Ostatecznie przecież do pewnego momentu my także byliśmy ślepi na rzeczywistość. Coś zmieniło naszą świadomość. Wielu z nas, którzy w latach70., 80. i 90. XX w. uczyliśmy się o tych kwestiach na kampusach uczelni, przeżyło coś, co wyrwało nas ze stanu samozadowolenia, co zmusiło nas do uświadomienia sobie, że męska przemoc lub lęk przed nią nie są abstrakcyjnym problemem społecznym, ale stałym elementem życia kobiet z naszego otoczenia.

Być może tym „czymś” mogło być ujawnienie przez dziewczynę, jak została skrzywdzona w poprzednim związku. Albo też katalizatorem zmiany stał się jakiś tekst przeczytany w ramach zajęć z socjologii lub psychologii. Być może chodzi o szok, którego doznaje się, słysząc po raz pierwszy często powtarzaną statystykę, zgodnie z którą jedna na cztery kobiety w ciągu swojego życia zostaje zgwałcona lub pada ofiarą próby gwałtu. Dla niektórych mężczyzn momentem przełomu mógł być ten, gdy staliśmy w chłodnym wieczornym powietrzu na wiecu „Odzyskać Noc”, słuchając naszych koleżanek, które, jedna po drugiej, z determinacją podchodziły do mikrofonu, aby opowiadać, jak zostały wykorzystane seksualnie przez swoich wujków lub zgwałcone przez byłych chłopaków. Dla niektórych z nas uświadomienie sobie, jak powszechne były tego typu doświadczenia dla kobiet w naszym pokoleniu, było takim szokiem i wzbudziło w nas taki gniew, że rzuciliśmy się w wir pracy nad zmianą świadomości i zachowań innych mężczyzn w nadziei, że uda się w końcu doprowadzić do radykalnego przełomu.

Jackson Katz
Edukator antyprzemocowy. Prowadzi antyprzemocowe szkolenia dla chłopców i mężczyzn(między innymi dla armii amerykanskiej). Były bejsbolista. Autor książki „The Macho Paradox” traktującej o męskiej przemocy wobec kobiet. Wydawnictwo fundacji Feminoteka.