Sztuki walki przeciw przemocy

Przez najbliższe trzy poniedziałki na Orliku w Żółwinie pod Warszawą, razem z Gminnym Ośrodkiem Kultury „OKej” w Brwinowie organizujemy antyprzemocowe zajęcia dla chłopaków 10 – 12 lat, oparte na sztukach walk i etyce wojowników. Zajęcia prowadzi Łukasz Wójcicki – trener sportów walki, instruktor samoobrony i edukator antyprzemocowy.

  • jak korzystać ze swojego przywileju i wspierać innych
  • jak uczyć się równości
  • jak akceptować siebie i być kimś szczęśliwym

Wojownik to nie tylko ktoś, kto umie się bić. Wojownik to przede wszystkim osoba, która umie rozmawiać, słuchać i wspierać innych. Wojownik to osoba, która potrafi wykorzystać swoje umiejętności i siłę, aby wzmocnić słabszych od siebie. Wojownikiem się nie rodzisz, ale możesz nauczyć się nim być.

Projekt plakatu: Karolina Kotowska

„Mężczyzna” w dobie „Dobrej zmiany” – tekst Łukasz Wójcicki

Czy my mieszkamy w kraju idiotów? Nie. Znam mnóstwo ludzi, którzy tu żyją (próbują) i nie są idiotami. To o kogo chodzi? Ano o idiotów, owszem, ale tych u władzy. Jesteśmy świadkami/iniami bezprecedensowego momentu w historii, kiedy do władzy dorwało się stado kretynów. Ktoś zaraz powie, że bzdura, i że takich precedensów było na pęczki, bo opozycja o każdej władzy mówi to samo. Ale nie ma co się spierać, to oczywiście zależy od punktu siedzenia. Osobiście przeczuwam, że ostatni taki precedens miał miejsce w czasach PRL-u, które jako czterdziestolatek średnio pamiętam, a to oznacza, że było dawno. Tym samym brak precedensu ma alibi, czy jakoś tak.

Co to znaczy dla „mężczyzny” dziś? Wziąłem go w cudzysłów, bo ten dzisiejszy „mężczyzna” dziś niekoniecznie jest wczorajszy, mimo że „dobra zmiana” chętnie by go takim uparcie widziała. Dzisiaj grono mężczyzn tzw. tradycyjną rolę swojej płci odstawili, albo są w trakcie odstawiania, do lamusa. Część z nich nadal nie ma odwagi, co jest zupełnie zrozumiałe, na zawsze pożegnać się z tradycyjnym modelem męskości i ostatecznie przejść na feministyczny detoks. Część ochoczo próbuje nowego, zamykając stare w szafie. To grono cały czas się powiększa, czy „Dobrej zmianie” się podoba, czy nie. Zgoda, cały czas są to przede wszystkim wykształceni mężczyźni z dużych miast, ale zdarza się przecież, że migrują do miasteczek i wsi z dala od zgiełku metropolii, pokazując męskim sąsiadom, że można inaczej niż ksiądz z ambony kadzi. Wiadomo, jeden to weźmie, drugi nie. Ale warto nawet dla jednego.

Pisząc tu o tradycyjnym modelu, mam na myśli obiegowe, kulturowe, innymi słowy, wygodne wyobrażenie faceta, które całkiem niedawno (serio!) w Parlamencie Europejskim lansował po raz enty, europoseł, Janusz Korwin-Mikke. A zatem chodzi o męskiego osobnika, który utrzymuje rodzinę, płodzi dzieci, zarządza czasem i majątkiem kobiety (bo ta, głupiutka, sama nie potrafi), jest obsługiwany przez małżonkę, partnerkę lub matkę, wie, co dla niej jest najlepsze i ma przyzwolenie na mieszanie jej z błotem i odchodami, kiedy zajdzie taka potrzeba. Przy tym, co niedziela idzie z żoną pod rękę do kościoła, czasem ją zabierze na jakiś raut czy konferencję, żeby mu w ciszy ocieplała wizerunek, ewentualnie podnosiła status i przede wszystkim była dowodem na jego zdrową heteroseksualną orientację. Tak mu dopomóż Bóg.

Nie inaczej, może z drobnymi korektami, widziałaby mężczyznę „Dobra zmiana”. Jako patrona, głowę rodziny, patriotę, narodowca, co ważne, białego hetero katolika. Ten nasz Polski Pan, czy raczej Panowie, a właściwie Rasa Panów (w skrócie RP), jakby ich widział Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, powinni stać na straży świętej rodziny i tradycyjnych wartości zakorzenionych w chrześcijaństwie. To mężczyzna, mocium Panowie, jest włodarzem majątku, wasalem statusu społecznego i dysponentem prestiżu. Mile widziana jest koszulka z Małym Powstańcem i bluza z żołnierzem, obojętne którym, byle wyklętym.

Na pohybel „dobrej zmianie”, czas nie stoi w miejscu i wbrew pozorom kreowanym przez partię rządzącą, PRL minął. Przemija również „klasyczny” patriarchalny mężczyzna, czy to komuś na rękę, czy nie. Takie cerbery patriarchatu, jak Korwin-Mikke, Gowin, pani Pawłowicz czy poseł Pięta, to dinozaury, a w zasadzie negatyw ich wyobrażenia: podczas gdy istnienie dinozaurów postrzegamy jako szczęście na Ziemi, a ich wyginięcie jako dramat, istnienie cerberów patriarchatu jest dramatem, a ich niechybne wyginięcie jawi się jako szczęście. Niestety, nawet tak barwna metafora nie jest w stanie pomalować Polski na kolory tęczy. Ale ale, panowie, otrzyjcie łzy! Całe szczęście macie mózgi, które czas zacząć używać! Najważniejsze przesłanie tego tekstu, to informacja, że macie wybór. Ta-dam! Nie musicie gnuśnieć w objęciach patriarchatu, trzymać się go kurczowo i tępo się za nim wlec. Kwestionowanie swojej płci, swojej „męskości”, to nic złego. Absolutnie naturalna i zrozumiała rzecz. Nie ma się czego wstydzić. To powód do dumy, że mimo lat patriarchalnej propagandy, wtłaczania mężczyzn w określone role płciowe, wmawiania nam, że jesteśmy z Marsa i przymuszania od dziecka do budowania swojej tożsamości w kontrze do dziewczyn, jest masa facetów, którzy stawiają na partnerstwo w związkach, kwestionują swoje role społeczne a przywilej bycia mężczyzną wykorzystują do wspierania innych, a nie do sprawowania władzy i stosowania przemocy.

Podsumowując, dzisiejsze autorytety moralne w kościele katolickim i w partii Prawa i Sprawiedliwości są skompromitowane. Pedofilia w kościele, wspieranie przez księdza Międlara środowisk neonazistowskich spod znaku ONR lub przemoc w domu PiSowskiego radnego Rafała Piaseckiego, to tylko czubek góry lodowej. Idźmy za głosem serca, mamy do tego prawo. Mamy prawo być takimi, jakimi chcemy być, a nie takimi, jakich chce nas widzieć społeczeństwo. Tu chodzi o nasze szczęście i zdrowie. Jeśli my będziemy szczęśliwi i zdrowi, to społeczeństwo też na tym zyska. Serio! Jeśli mimo wszystko nadal chcecie tkwić w roli zachowawczego mężczyzny, jak Pan Bóg przykazał, wasza sprawa. Tylko na Boga i „Klątwę” Wyspiańskiego, nie utrudniajcie innym wyrywania się z tej matni. Dla wielu mężczyzn to trudny i bolesny moment. Tresura na mitycznego „prawdziwego mężczyznę” zrobiła swoje. Na szczęście proces odwrotny nie jest niemożliwy. Jak po leczeniu kanałowym: poboli i przestanie.