Siedź tak, jak ci wygodnie – tekst Grzegorz Stompor

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie wątpliwie inteligentna uwaga, którą usłyszałem kilka dni temu od pewnej dalekiej znajomej (choć tu akurat płeć nie ma znaczenia). Widząc mnie siedzącego z nogą założoną na nogę, poprawiającego włosy i żywo gestykulującego w trakcie rozmowy, zapytała się mnie: „Co tak siedzisz jak baba? Facet tak nie siedzi i nie gestykuluje w taki sposób. Facet musi siedzieć po męsku”.

Zbaraniałem, gdyż nie wiem, co to znaczy „siedzieć po męsku”. Zapytałem ją więc, czy za siedzenie po męsku uznaje manspread, często obserwowany w komunikacji miejskiej, czy ma jeszcze jakąś definicję siedzenia, które nie urągałoby mojej męskości. Czy mężczyzna siedzący ze złączonymi kolanami również nie jest „męski”? Dalsza rozmowa, jak się po chwili zorientowałem, nie miała żadnego sensu, gdyż nie uzyskałem, mimo kilkukrotnych próśb, żadnego racjonalnego argumentu. „Faceci tak nie siedzą”.

Otóż faceci tak siedzą, jak im się podoba i jak im wygodnie – o ile nie powodują sposobem swojego siedzenia dyskomfortu np. u innych uczestników/uczestniczek podróży komunikacją zbiorową. Jeżeli moje kolano nie spycha kolana innej osoby, jeżeli nie zakładam nóg na stół, jeżeli nikogo nie kopię, nie przyciskam i nie dotykam oraz nie zabieram niepotrzebnie miejsca w tłoku, to mogę siedzieć tak, jak mi się w danym momencie zamarzy. Dokładnie to samo dotyczy dziewczyn i kobiet. Mogą siedzieć tak, jak uznają to za stosowne i wygodne, jeżeli tylko sposób ich siedzenia nie czyni podobnych niedogodności innym osobom, co te, które opisałem dwa zdania wyżej.

Czy ktoś ma prawo oceniać, co jest męskie, a co nie w sposobie, w jaki chodzimy, siedzimy i gestykulujemy? Odpowiedź jest prosta: nie ma takiego prawa. Oczywiście masa ludzi takie prawo sobie uzurpuje, mówiąc nam, co ich zdaniem mieści się w „normie”, a co poza nią wykracza. Nasz sposób chodzenia jest tylko nasz, więc czy się to komuś podoba czy nie, takie uwagi należy zachować dla siebie. Po pierwsze, chodu i gestykulacji raczej się nie zmieni, tak jak trudno byłoby nagle zacząć śmiać się w zupełnie inny sposób, niż dotychczas. Po drugie, uwagi takie, jak mojej znajomej, wskazują jedynie na to, że osoba taki komentarz wypowiadająca prawdopodobnie nie ma zbyt wielkiego pojęcia na temat kwestii genderowych, usiłuje sprawować nad nami kontrolę oraz wtłoczyć nas w wąską, anachroniczną definicję „męskości”. A my mamy pełne prawo, żeby takimi komentarzami się nie przejmować, gdyż „męskość” i „kobiecość” to twory sztuczne.

No tak, ale co, jeśli dany chłopak lub dziewczyna jest w podstawówce, gimnazjum lub liceum i podlega presji ze strony grupy rówieśniczej? Niestety, najczęściej presję na chłopców wywierają inni chłopcy, co jest bolesnym odzwierciedleniem przerażających statystyk, z których dowiadujemy się, że najpierw chłopcy, a później mężczyźni są w zdecydowanej większości sprawcami przemocy. Presja działa już od samego początku edukacji szkolnej i co „silniejsi” lub bardziej przebojowi chłopcy wciągają również dziewczynki w wir przemocy werbalnej i niewerbalnej wobec tych, którzy/które nie pasują do ogólnie utartego stereotypu. A stereotyp mówi nam, że gimnazjalista w fioletowym swetrze i w spodniach wpuszczonych w wysokie buty nie jest „męski” – najpewniej jest „pedałem”, po pierwszym ciosie się rozpłacze, w domu słucha muzyki klasycznej a nie rapsów i lubi przytulać się do mamy; natomiast licealistka bez makijażu, bez tipsów, ostrzyżona na krótko, siedząca w rozkroku i ubrana w szerokie spodnie i flanelową koszulę na bank „woli dziewczyny”, nie jest delikatna i zwiewna oraz udaje faceta, którym przecież nigdy nie będzie. Tego typu bzdur wysłuchują tysiące dzieci oraz młodzież w całym kraju i na całym świecie.

Gdy dana osoba znajdzie się więc na celowniku większości klasy, grupy lub innej społeczności, wiemy doskonale, że może to prowadzić do stopniowego obniżania się samooceny, co z kolei może skutkować problemami z odżywianiem się, snem i koncentracją, a także, jeżeli sytuacja taka jest długotrwała, przynosić dramatyczne efekty w postaci samookaleczeń, depresji lub prób samobójczych. Co taka osoba ma zrobić, nim będzie za późno?

W idealnym społeczeństwie (do którego nam niesłychanie daleko) zmiany w zachowaniu takiej osoby oraz niedopuszczalne zachowania grupy wychwycił(a)by nauczyciel/ka lub opiekun/ka. Jeżeli jednak to nie następuje, to nie pozostaje nic innego, jak oczekiwanie, że w życiu młodego człowieka poddawanego presji istnieje choć jedna osoba, której ten młody człowiek będzie mógł/mogła się zwierzyć. Od samego początku edukacji należy młodym ludziom powtarzać, że w sytuacji, w której czują się zagrożeni, molestowani, padają ofiarą szykan i szyderstw, mają pełne i niepodważalne prawo do tego, żeby w każdej chwili móc zwrócić się o pomoc. Należy powtarzać, że nie są niczemu winni, a poinformowanie o swoim trudnym położeniu NIE JEST donosicielstwem lub dowodem nielojalności wobec grupy.

Zwracam się tym samym do uczniów i uczennic: to, jak siedzicie, chodzicie i gestykulujecie, jest czymś naturalnym, jest czymś waszym i tylko waszym i nikt nie ma prawa poddawać w wątpliwość, czy wasza gestykulacja, sposób mówienia lub ulubiona pozycja siedzenia na fotelu lub krześle, jest wystarczająco „męska” lub „kobieca”. Normy społeczne zostały narzucone odgórnie przez większość, jednakże nie oznacza to, że cała reszta w tej większości niemieszcząca się jest wynaturzeniem. Normy i stereotypy społeczne zostały przyjęte po to, żeby grupa dominująca (czytaj: biali, katoliccy mężczyźni) nie musiała sobie zadawać trudu edukowania się i interpretowania zjawisk, których nie rozumieją. Grupa dominująca uznaje, że skoro coś nie wygląda tak jak większość, to znaczy, że jest obce, złe i należy to napiętnować. Natomiast naszym zadaniem, jako edukatorów/edukatorki, jest dotrzeć do was z informacją: grupa dominująca nie ma racji i nie ma monopolu na prawdę! Koncepcje męskości i kobiecości są koncepcjami sztucznymi i nieprzystającymi do dzisiejszych czasów. Nie musicie się grupie dominującej podporządkowywać, gdyż cała siła tkwi w różnorodności. Różnorodność należy pielęgnować i cieszyć się jej istnieniem.

W końcu, gdybyśmy wszyscy i wszystkie siedzieli/siedziały, chodzili/ły i gestykulowali/ły tak samo, oznaczałoby to jedynie, że powstaliśmy/powstałyśmy na taśmie fabrycznej i jesteśmy jedynie maszynami. A ponieważ nimi, na całe szczęście, nie jesteśmy, celebrujmy nasz indywidualny, jedyny i niepowtarzalny sposób mówienia, gestykulowania, chodzenia i – o ile nie robimy tego, co wymieniłem w trzecim akapicie – siedzenia. Nic nikomu do tego!

 

Grzegorz Stompor

 

Artykuł został zilustrowany zdjęciem ważnej pracy Marianne Wex, „Let’s Take Back Our Space”, poddającej krytyce społecznie narzucone, i tym samym powszechnie akceptowalne, formy ekspresji ciała dostępne dla płci.

List do TVN i KRRiT: Przemoc domowa to nie żart

Podpisaliśmy się pod listem organizacji antyprzemocowych do dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka ws skandalicznych wypowiedzi pana Tomasza Adamka i Kuby Wojewódzkiego, żartujących sobie z przemocy domowej na antenie telewizji.

Jesteśmy oburzone i oburzeni odcinkiem programu „Kuba Wojewódzki” wyemitowanym we wtorek, 9 maja br., w Państwa stacji. Do studia zaproszono dwoje gości: Natalię Nykiel i Tomasza Adamka. Ten ostatni, przy braku jakiejkolwiek reakcji prowadzącego, powiedział m.in.:

Jestem surowym ojcem. Dzieci wiedzą, co mają robić. I żona też. Ja żonę szanuję, ale u mnie jest dyscyplina w domu”. U mnie nie ma tak, że dzieci robią, co chcą, robią to, co mówi tata. Niedziela jest, to idziemy do kościoła”. 

 „Nie ma takiej opcji [żeby córka spotykała się z nie-Polakiem]. Ma chłopaka, syna kolegi. Sam pozwoliłem. Jakbym się nie zgodził to by z nim nie była”.

„Młodsza córka nie lubi czarnych. Powiedziała mi: ‚Tato, wiesz co? Dobrze wybrałeś siostrze chłopaka. Mi też musisz wybrać’”. 

„Póki córki są w domu, tata musi mówić, co mają robić”.

W dalszej części programu, już z udziałem Natalii Nykiel, która mówiła o tym, że nie przepada za pracami domowymi, między prowadzącym a Tomaszem Adamkiem miała miejsce następująca wymiana zdań: 

Czytaj cały list na Codziennik Feministyczny>>